poniedziałek, 20 lipca 2015

0. Spowiadając kata

Łżesz. Kłamiesz jak z nut. Przedstawiasz w towarzystwie swoją elokwencje, błyszczysz humorem, zachwycasz wiedzą. Myślisz, że kulturą osobistą wszystko załatwisz. Jesteś zbyt pewny siebie, choć dobrze wiesz, że tego nie lubię. Uwodzisz każdą swoim zawadiackim spojrzeniem. Bratasz sobie każdego ułożonym potokiem słów. Z jednej strony ciepły serdeczny i pomocny. Z drugiej podszyty diabłem. Kochasz noc. Jesteś wtedy jak kameleon. Szybko, cicho, perfekcyjnie. Długo, boleśnie, tragicznie. Nikt, nic, nigdy.
Nienawidzę Cię.
Czuję każdy nóż, który wbijasz mi co noc w plecy. Czuję jak go przekręcasz. Czuję obrzydzenie, kiedy przykładasz usta do mojego ucha i szepczesz. Nie mogę patrzeć na to co ze mną robisz. Na to, z jaką łatwością oddajesz moim rękom krew twoich. Od kiedy Cię zobaczyłam   żałuję, że nie urodziłam się ślepa. Gdyby matka natura pozbawiła mnie wzroku nie spijałabym wtedy słów z twoich perfekcyjne wykrojonych warg. Twój zapach tak przyjemnie męski i jednocześnie cuchnący odorem śmierci nie pieściłby mojego nosa. Palce, tak cholernie smukłe i zgrabne, nie skinęły by na mnie, a ja żyłabym bez wstrętu do samej siebie.
Nienawidzę Cię.
Nigdy nie zrozumiem co oni Ci zrobili. Czym zawinili. Nie zrozumiem, jak śmiesznie małą moc wykrzesasz ze swych oczu. Mogłeś być potęgą, a zostałeś nikim. Czy to nie ty mówiłeś mi, że jesteśmy kowalami własnego losu? Miałeś jednoczyć ludzi. Wygłaszać podniosłe tezy. Ale jesteś człowiekiem na którego imię ludzie reagują obrzydzeniem i strachem. To bardzo dziwne, wiesz? Bo na myśl o Tobie chce mi się śmiać. Chce mi się śmiać,  kiedy w mojej głowie staje obraz kamiennej maski - twojej twarzy. Mam wrażenie, że Twoje serce jest tylko imitacją. Narządem mającym tylko beznamientnie pompować krew. Bo gdy jesteśmy sami całkowicie się zmieniasz. Jesteś taki pusty w środku. Wypalony. Zupełnie inny od tego mężczyzny na pokaz.
Nienawidzę Cię.
Chcę Twojej śmierci. Pragnę tego. Nie mogę się jej doczekać. Najchętniej zrobiłabym to sama, lecz wiem, że mi na to nie pozwolisz. Zgiń. Zgiń, przepadnij, spłoń. Cokolwiek. Bylebyś, przestał trawić moje wnętrze niczym trucizna. Wyniszczasz mnie, a ja dłużej nie dam rady.
To mój prywatny lincz. Moja mała spowiedź. Bo wiem, że rano o tym zapomnę. Nienawidzę Cię.